Wyczesany

Uczesany bywa człowiek, wyczesany – w żargonie hodowców – pies lub kot. Człowiek już bardzo rzadko. Ale w nowej polszczyźnie wyczesana może być nawet rzecz. Na forum portalu Gazeta.pl deotyma23 napisała o słowie “wyczesany”: “Mój syn tak mówi, np. ‘ale miał gościu wyczesane spodnie (lub rower)’. W tym wypadku myślę, że chodzi o tzw. fajne spodnie lub rower – ale może się mylę?”. Otóż ufam w to, że deotyma23 się nie myli, bo mamnadzieję, że sam mam wyczesany rower. “Wyczesany”, czyli “wyjątkowy”, “świetny” lub – przepraszam, ale to musi paść w tym miejscu – “zajebisty”. W odniesieniu do człowieka: “fajny”, “nie w ciemię bity”. Nie mylić ze “sczesany” – “zdobyty” (a bywa, że i zdw niezbyt legalny sposób – ja sczesałem swój rower za gotówkę w sklepie). Najczęściej, oprócz włosów, “czesze się” kasę, czyli pieniądze. O tym znaczeniu w “Prywatnym leksykonie współczesnej polszczyzny” pisali już B. Magierowa i A. Kroh, powołując sę choćby na przykład z krakowskiego “Dziennika Polskiego”: “Wokaliście Perfectu nazwisko byłego lidera przeszło przez gardło sprawnie, choć ten  ostatni zarzucił kolegom czesanie kasy na siłę”. Dodają, że czesać można również w znaczeniu “kontrolować, porądkować”. A w nowej polszczyźnie potocznej “sczesz to” to już prawie tak jak amerykańskie uliczne “check it out, man!”. “Czesać” jest prawdziwym słowem-wytrychem.
Nie wiem dokładnie, co jeszcze może znaczyć “wyczesany”, ale na pewno ma pozytywną konotację. Kiedy jeszcze czytałem o “wyczesanym hard rocku sprzed 14 lat”, to myślałem, że może to mieć coś wspólnego z fryzurami (każdy przyzna, że Europe czy Motley Crüe to byli wyczesani kolesie), ale zaraz kolega uświadomił mnie, że to po prostu superinteresujący, niesamowity. Słyszałem już o wyczesanym telefonie, blogu, programie komputerowym i wyczesanym bohaterze “Epoki lodowcowej”. Coś najbardziej niesamowitego, rewelacyjnego bywało dotąd – dość wulgarnie mówiąc – “wyjebane w kosmos”. A teraz zdarza mi się słyszeć “wyczesane w kosmos” – i od razu lepiej. Popularny jest też zwrot “wyczesany po konkrecie”, czyli również baaardzo wyjątkowy. Według slang.elo.pl “wyczesany” to tyle co “ktoś zajebisty”. Związki tego wulgaryzmu na “j” i tego niewinnego słówka na “w”są niepodważalne.
Jest jeszcze jeden przykład powyższych związków: “naczesany”. “Naczesać się” to tyle co odurzyć – rzadko alkoholem, częściej marihuaną i podobnymi używkami. A kto się naczesze, jest – w konsekwencji – “sczesany”. Jak w relacji jednego z imprezowiczów po całonocnym tańcu na imprezie techno: “sczesany zostałem po konkrecie”. Nie potrafię sobie odmówić w tym miejscu przypomnienia może nie najnowszego, ale malowniczego dowcipu: Dwie wrony siedzą sobie na drzewie i palą “jointy”. Patrzą, a pod drzewem skacze żaba. “Chodź tu, żaba, mamy niezły towar, strasznie czesze!”. Żaba znanym tylko sobie sposobem wdrapuje się na drzewo i częstuje się. “Eee tam, wcale nie czesze” – mówi. “No to wskakuj do stawiku, nabierz powietrza i na bezdechu przepłyń tam i z powrotem, a zobaczysz, jak cię sczesze” – odpowiadają wrony. Żaba wciąga powietrze i rusza. Płynie na drugą stronę stawu, gdzie widzi hipopotama. “Cześć” – mówi. – “Chcesz to płyń na drugi brzeg – tam siedzą wrony i coś palą: strasznie czesze!”. Hipopotam płynie. Z daleka widzą go wrony i mało nie spadną z gałęzi: “Te, żaba! Wypuszczaj!!!”. Morał oczywisty, gdyby ktoś pytał: nie palić jointów. A sam dowcip stanowczo wyczesany w kosmos. Po konkrecie.
(„Wypasiony słownik najmłodszej polszczyzny”, 2003)

17.11.2009 11:29 opublikowano w Bartek Chaciński, Mówi się