Lans

“Otóż studiuję w naszej pięknej stolicy i jednym z elementów, które niewątpliwie powodują, że życie studenckie jest takie fajne jest możliwość szeroko pojętego lansowania” – pisze Michał. I dotyka dość złożonego, ale bardzo ciekawego problemu. Lansowanie wzięło się u nas od francuskiego “lancer” (“rzucać” – w Paryżu się po prostu “rzuca” mody czy nowe aktorki, tak jak u nas “rzucano” pomarańczdo sklepu w PRL-u). Upowszechniło się w odniesieniu do show businessu – gwiazd muzyki (lansowało się odkąd pamiętam przeboje w radiu) i filmu (starsi producenci “lansowali” młode aktorki). Teraz kierunek trochę się zmienił. Jeśli się kogoś lansuje, to już raczej w znaczeniu: podrywa, bajeruje. Ale przede wszystkim “wylansowany” (lub “podlansowany”) oznacza plus minus tyle co “wystrojony”, “zrobiony”. “Ale ta blond szmulka się lansuje” znaczy mniej więcej: “ta blond laska tańczy w prowokacyjny sposób” – toznów zdaniem Michała.
“Lansowanie się to mocna autopromocja w różnych kontekstach życiowych – uważa z kolei Tina. – Lansują się ci, którzy głośno opowiadają o swoich umiejętnościach, wyjątkowych cechach fizycznych i duchowych, przechwalają się zdobyczami materialnymi. Można też się lansować albo wylansować mocniej niż zwykle, podkreślając własne walory fizyczne”. Ma to więc wydźwięk zarówno pozytywny, jak i negatywny.
Lecz tak naprawdę nic to jeszcze w porównaniu z prawdziwym ideologiem “lansu”, czyli Ebo, jednym z bardziej znanych bloggersów, autorem pogrążonego w hibernacji – niestety – citroen.blog.pl. Na pewno jako jeden z pierwszych zaczął używać tego słowa w formie rzeczownikowej, w znaczeniu wyjścia gdzieś lub wyjechania i robienia wrażenia, towarzyspodwyższania własnej wartości, trochę podrywu, ale też ubierania w odpowiedni do tego sposób. Trochę to skomplikowane, ale przykłady wszystko wyjaśnią. W lipcu 2002 na blogu Ebo czytamy więc: “Bardzo ładnie się wylansowałem w sobotę, czarna koszulka minge i białe spodnie z czerwonym tu i ówdzie i napisami turbo”. Miesiąc później: “dziś pójdę na lans, dwa dni spania po wakacjach wystarczy”. Potem są jeszcze lansy w kinie i lansy w klubach nocnych, powstaje nawet swoisty zbiór zasad dobrego lansu. Pzasada brzmi: “bądź taki jak Grażyna Szapołowska” – i to zupełnie bez ironii ani drwiny wobec sławnej aktorki. Po prostu Ebo uznał autorytatywnie, że jej sposób bycia, czar i urok godne są podziwu i naśladowania. Po wyjaśnienia kieruję do archiwum bloga. Idea Ebo została podchwycona przez użytkowników forum clubbing.waw.pl, którzy na koniec roku wybierali wśród klubowych postaci mistrzów lansu za rok, m.in. parę dziennikarzy: Kuba Wojewódzki i Robert Leszczyński. Swój lans roku wybrała również “City Magazine” – tu z kolei pojawił się występujący z Kubą Wojewódzkim w jego programie DJ Adamus.
Ach, i zdaniem wielu moich rozmówców jest jeszcze słowo “lansator” opisujące człowieka, który zawsze i wszędzie coś podrywa. Uzależnionego od lansu?
(„Wypasiony słownik najmłodszej polszczyzny”, 2003)

17.11.2009 11:16 opublikowano w Bartek Chaciński, Mówi się