Czaić

Ten zwrot wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z baseballem. Co prawda w tej mało u nas popularnej grze bazy się zdobywa lub się ich broni, więc pewnie (jak zakładam w swojej naiwności) i przyczaić się można przy takiej bazie, to jednak, mówiąc “czaić bazę”, nowoczesny Polak ma namyśli: “rozumieć, wiedzieć, o co chodzi, pojmować podstawy”.
“Młoda kita, ale czai bazę!” – chwali starszy stażem żołnierz “kota” w powieści Wiesława Pasławskiego “540 dni w armii”. Z kolei w jednym z tekstów w moim ulubionym literackim periodyku “Bar Mleczny” (dostępny tylko w Internecie: www.barmleczny.com) znalazłem taki oto ustęp:
– Dużo wiesz, o co chodzi, ale nie wiesz, o co chodzi.
Uhy, uhy – potakiwała ona, patrząc na niego z pełnym zrozumieniem zwykle wtedy, gdy nie umiała znaleźć pasującej wszędzie riposty, czyli ogólnej, zamotanej, zakręconej, mającej nieskończoną ilość znaczeń, intrygującej i interesującej w swej formie.
Czaisz bazę, ale nie czaisz bazy” (pisownia oryginalna – przyp. bc).
Z “bazą” problemu nie ma: zapewne odnosi się do “base” lub “basic”, słów, które czają nawet znający tylko podstawy angielskiego. Gorzej z samym “czajeniem”. “Prywatny leksykon współczesnej polszczyzny” wydawnictwa SOW-y sprzed lat sześciu, nieoceniony w wydłubywaniu medialnych przykładów nowych słów,podawał jeszcze zupełnie inne znaczenie. “Czajenie” było tam po prostu “parzeniem herbaty” (“czaju” – z rosyjskiego). I zakładam, że taka forma występowała przez jakiś czas w polszczyźnie, nie chcę bowiem posądzić autorów tego pożytecznego leksykonu o to,że nie czają bazy. Lub że nie kumają czaczy. Lub też że nie kminiąbazy. Słowa “kumać” używało się jeszcze w moim liceum. Gdy chciałem koleżance wyjaśnić coś oczywistego, ta kiwała głową, patrząc na mnie ze zrozumieniem i z ironią powtarzała: “kum, kum, kum”. Sens tego skumałem dopiero po chwili. Ostatnio raczej się “kmini” niż “kuma” (podobno “kminić” – mające swój rodowód w grypserze – występuje najczęściej w języku polskich dresiarzy), a już najczęściej, najbardziej masowo – “czai”.
Liczba form, jakie czasownik “czaić”, jest dość imponująca: “wyczaić” to “znaleźć, zauważyć”, “obczaić” to “sprawdzić”, czasem “poznać” (znalazłem “obczajaj” jako smakowity synonim angielskiego “check it out”). Pojawia się też podobna znaczeniowo forma “sczaić”. Jak w krói teoretycznym poradniku skoków narciarskich “Deluxe Ski Jump 2.0”: “Czasem trzeba się odpowiednio ułożyć, a czasem lepiej poczekać przez chwilę i nabrać wysokości. Aby wiedzieć, które z tych rozwiązań wybrać, trzeba po prostu ‘obczaić’ skocznię” (oczwyobraźni widzę trenera Tajnera, jak mówi: “Idź, Małysz, obczajaj skocznię”). Żeby więc obczaić do końca tę dziwaczną formę, zajrzałem jeszcze raz do rzeczonego “Prywatnego leksykonu...” i jest! Jedno proste słowo, wzięte – jak podaje leksykon – jeszczz gwary uczniowskiej z lat 70. (mój ojciec go używał pasjami): “czajnik”. Czyli “głowa”. A jakiego narządu używa się do czajenia? Głowy. Czyli czajnika. I oto jesteśmy w domu (czyli w bazie), przyczajeni nad czajem.
(„Wypasiony słownik najmłodszej polszczyzny”, 2003)

28.10.2009 17:45 opublikowano w Bartek Chaciński, Mówi się