Cytaty

JAK JA SIĘ CIESZĘ, kiedy jakiś gotowy tekst, który znam, pasuje do tego, co widzę, co się dzieje... A raczej kiedy to drugie pasuje do takiego tekstu. Czasem nawet dopasowałbym chętnie
to, co się dzieje, do jakiegoś gotowego sformułowania, najlepiej rymowanego i dosyć długiego, żebym mógł trochę pocytowac... Mam własny kanon powiedzeń. Jest tam Biblia i Kochanowski, jest Pan Tadeusz i Trylogia, jest Zemsta, Lalka, Wesele i Szwejk – to ta część wspólna z innymi. Jest także
Gogol, Franc Fiszer i Brecht, Gombrowicz i Mrożek – te cytaty dzielę z wieloma, lecz nie ze wszystkimi. Ale są tu też Stanisław Herakliusz Lubomirski i Soter Rozmiar Rozbicki, są Stefan Themerson i Jordan Radiczkow. Używanie cytatów Z tych autorów to już specjalny, klanowy znak rozpoznawczy.

Cytaty

Każdy język ma zbiór słów, a nawet więcej: zbiór idiomów, czyli takich połączeń słownych, które są stałe. I w których te słowa znaczą coś innego, specjalnego. „Ręka w rękę” znaczy tyle, co „razem”, „oko za oko” – tyle, co „w odwecie”, a „noga za noga” – „wolno”. Każdy język ma też mniej lub bardziej ustabilizowane połączenia  wyrazów, czyli związki frazeologiczne, które stanowią rodzaj półfabrykatów, z których użytkownicy tego języka budują wypowiedzi. Bo czasem zdania budują ze słów, a czasem z gotowych połączeń. Tak jest często wygodniej.

A oprócz tego każdy język ma zbiór tak zwanych „skrzydlatych słów”. Te zbiory są nawet gromadzone w osobnych książkach. To przysłowia, powiedzonka, cytaty. Wiem, że to cytaty, wiem, że tak już kiedyś ktoś powiedział, i mimo to tak właśnie mówią. Łączę słowa w długie nieraz ciągi, żeby wyrazić podobieństwo tej sytuacji do innej sytuacji, znanej z literatury czy filmu. Nie boję się posadzenia o plagiat: przeciwnie, liczę na to, że słuchacz rozpozna cytat.

Bo cytaty, krążące wśród ludzi mówiących tym samym językiem, a czasem tylko między ludźmi jednej generacji albo jednego środowiska – to swoiste znaki rozpoznawcze. Rozpoznaję po nich ludzi o wspólnej ze mną kulturze, o podobnych lekturach i gustach, o podobnym poczuciu językowym i poczuciu humoru. A niektóre mam dla siebie: używam ich często, ale są moją prywatną własnością i jeśli ktoś poza mną ich użyje, czasem się cieszę, ale często dziwię się nieco i nieco zazdrośnie niepokoję.

Co sprawia, że jedne połączenia, nawet bardzo trafne, szybko są zapominane, a inne, nawet początkowo uznane za niezbyt udane, wchodzą na długo do zwyczajów konwersacyjnych, do przemówień i wykładów?

Można uważać, że decydują względy treściowe. Po prostu akurat te połączenia trafnie nazywają sytuację na tyle aktualnie częsta, że potrzeba niejako „hasłowego” jej określenia. Jak wygodnie jest powiedzieć: „nie chce mi się z tobą gadać” czy: „bo to zła kobieta była”.

Ale można też uznać, że to nie wystarczy. Że trzeba jeszcze pewnej wewnętrznej zwartości, dopasowania słów, szczególnego napięcia między nimi. Czasem słowa niezwykle do siebie pasują, jak „z pewna nieśmiałością”, czasem bardzo się sobie dziwią, jak „odgłos paszcza”, ale musza „działać na siebie”. Takie cechy powinien mieć na przykład dobry slogan, obliczony na możliwość powtarzania w różnych okolicznościach i przypominający w ten sposób o reklamowanym produkcie.

Na pewno pomaga w tym pewien rytm, a także rozpoznawana intonacja. Dlatego tak często pamięta się takie połączenia z filmów czy z telewizji, niejako „słyszy”głos ich autora czy pierwszego wykonawcy. Pomaga rym, choć przez pewne poczucie sztuczności również może przeszkadzać. Wreszcie pomaga melodia, zwłaszcza chwytliwa, która ze zwykłego szlagwortu robi poręczny cytat, jak chociażby „ta ostatnia niedziela” czy „pierwszy siwy włos”.

Z literatury dla dzieci, z lektur szkolnych, z kultowych filmów, z reklam i z popularnych programów telewizyjnych pochodzą wyrażenia i zdania, które potem się usamodzielniają. I to one często świadczą (nieraz po wielu latach), co w kulturze jest trwałe. Bywa, że to fragmenty arcydzieł literatury, bywa, że to zdania o przełomowym znaczeniu („daj, ac ja pobruszę”; „idę złoto do złota”; „jak Polak z Polakiem”). Ale może się zdarzyć, że nagle okazuje się, że Polacy mówią dialogami z pogardzanych kiedyś filmów Barei i z krytykowanych dziś filmów Pasikowskiego, że powtarzają frazy z marnych piosenek i z najbardziej prymitywnych reklam, że cytują co głupsze powiedzonka z reality shows.

14.07.2010 12:01 opublikowano w prof Jerzy Bralczyk, Mówi się