Ci

WSZYSTKIE TE HASŁA mają dwóch bohaterów: mnie i Ciebie. O ile te krótsze tak były zbudowane od początku, te dłuższe najpierw miały (za podstawę osobową) łączące tych bohaterów, a nawet włączające innych, postronnych, formę pierwszej osoby liczby mnogiej. Były o „nas”. To było ciekawe doświadczenie – przerabianie tych dłuższych z „my” na „ja”
(„ty” wprowadzałem do tych przerabianych raczej z rzadka). Dawało mi to dziwne i do tej pory chyba niespotykane poczucie czynienia tego, co napisałem, jakoś uczciwszym, mniej uzurpacyjnym i nienatrętnym dydaktycznie.                           

                                                 CI
Właściwie to o tobie*. To ty jesteś celem tego celownika. Życzę ci wszystkiego dobrego. Mówię ci albo piszę ci o tym. Ja ci mówię. Wierz. Daję ci coś albo ci pokazuję. Dam ci, pokażę. Ja ci dam! Ja ci jeszcze pokażę! Ale czasem ten celownik nastawiony jest inaczej. Trochę na ciebie, ale też może i na mnie... Wie o tym Krakowiaczek. Dla niego „ci” to takie trochę ojdana, bo on ludowy. I tę ludowość tak podkreśla. Ale i w podniosłości „ci” się używa. Jam ci jest, który ci to mówię.

Kiedy mówię ci: „mówi ci taki jeden z drugim same głupstwa”, to nie tobie on je mówi. Mówi ci je komukolwiek. A inny jak ci nie palnie! Nie tobie. W ogóle nikomu. Ale jak powiem ci  „ci”, to zauważysz, że chcę trochę wzmocnić, a trochę okazać swobody – swojej i tego, co to „ci”. Ten ci to dużo może! Tamten to ci ale jest! Ho, ten to ci ma zdrowie! (jak pisał Mrożek o Hotentocie).

A głównie dlatego, że mówię o kim innym, ale zawsze do ciebie. I chcę być słuchanym. I wiem, że będzie mnie lepiej słuchać, kiedy będę mówił o tobie. Wszystko, o czym mówił, łączy się ze mną. Ale i z tobą się łączy. Mówię ci. Powiedziałem ci. Przeczytałem ci list. Tobie. Przeczytałem ci ja wczoraj pewien list. Już nie tobie. Ale mówię tobie.

Coś się nieoczekiwanie i niezbyt pożądanie zdarzyło – może mnie, może tobie, ale niekoniecznie. W ogóle. Masz ci los! A to ci kłopot! Ty go masz? Tobie się przytrafił? Skąd! W ogóle ci on jest. Mój, nasz, jakiś. Ale ty o tym pomyśl. A to ci dopiero...

A jak mówię dłużej „ci...”, to cię uciszam. A jak dwa razy („ci ci”), to do kotka, jak pułkownik u Gałczyńskiego...

30.04.2010 09:17 opublikowano w prof Jerzy Bralczyk, Mówi się