Choćby

WYDAJE MI SIĘ, że jestem raczej ostrożny w lekceważeniu okoliczności. Przypuszczam, że przeciwnie, mają one na mnie duży wpływ. Stąd za bliższe mojej postawie życiowej uważam „o ile” niż „choćby”. To oczywiście bierze się z mojej wewnętrznej pokory wobec tego, co na zewnątrz.

                     CHOĆBY

Wyznacza hipotetyczne, ale nieskuteczne ograniczenia. Jak coś ma być, to będzie, jak coś jest jakieś, to jest, choćby tam nie wiadomo co. Choćby pioruny biły, choćby się waliło i paliło, nic nie pomoże. Trzeba się z tym pogodzić. Choćbym pękł, nic na to nie poradzę.

Żadne wysiłki nie pomogą. Choćby nawet przyszło tysiąc atletów i choćby każdy z nich zjadł tysiąc kotletów. Jak coś ciężkie, nie udźwigną, choćby się nie wiem jak wytężali.

Czasem to i mnie dotyczy. Z jednej strony, choćbym się bardzo starał, nie mogę zrobić czegoś, czego zrobić nie mogę, i już. Tak się może dobrze asekurować asekurant. Ale mogę „choćby” użyć do innych celów, choćby do zobowiązań. Jako burczymucha powiem, że choćby niedźwiedź, to dostoję. Jak się tak zobowiążę, to zrobi´, choćby nie wiem co.

Słowa często maja jakaś ambiwalencję. Jest tak choćby i z „choćby”.

Z jednej strony z „choćby” wiążą się mocne rzeczy, niedźwiedzie, atleci i pioruny. Muszę wybrać coś (czy kogoś) naprawdę mocnego, żeby pokazać, że choćby i on, że nawet on nie da rady, jak nie ma rady. I niedźwiedź nie zaszkodzi, i atleta nie pomoże.

Ale z drugiej strony z „choćby” łączy się wszystko jedno, co, cokolwiek, choćby byle co. Weźmy choćby coś pierwszego z brzegu, choćby to. Dla zwykłego naprzykładu. W ten sposób pokazuj´, że tych przykładów wiele, choćby na przykład to... Albo choćby i co innego. Czasem jest wszystkiego jeden przykład, ale jak się go ubierze w takie „choćby”, to da wrażenie mnogości. Każdy tak robi, choćby i ja. Choćby teraz.

No i, oczywiście, jest takie „choćby” jak „choć” – minimalizujące. Choćby mała wody miarka, choćby dwa ziarenka... Nic z tego. Choćby nie wiem co.

23.04.2010 13:44 opublikowano w prof Jerzy Bralczyk, Mówi się