Kamil Stoch
Zbigniew Bródka

Kamil Stoch

Kamil Stoch
Zbigniew Bródka

Zbigniew Bródka

Złota sobota

Przeglądając program XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi na długo przed ich rozpoczęciem i zastanawiając się nad polskimi szansami na sukcesy typowałem, że obie olimpijskie soboty mogą być dla nas wszystkich bardzo radosne.

Pierwsza sobota już za nami. Zaczęło się od emocji związanych ze sztafetą kobiet 4 x 5 km. To, co zrobiła Charlotte Kalla na ostatniej zmianie, przejdzie do historii. Szwedki po trzeciej zmianie miały  stratę do prowadzących Finek i Niemek blisko 20 sekund, a Polki, Norweżki i Francuzki przegrywały wówczas z prowadzącymi o ponad 30 sekund. Można było przypuszczać, że na ostatniej zmianie scenariusz będzie następujący: Marit Bjoergen szybko dogoni Kallę, a później wspólnie dogonią prowadzące sztafety. Tak się nie stało, bo Szwedka konsekwentnie skracała dystans do Finki Kristy Lahteenmaki i Niemki Denise Hermann. Już na stadionie Kalla dogoniła swoje konkurentki i na finiszu była najlepsza. A Finka na ostatnich metrach zdołała wyprzedzić Niemkę. Sensacją dnia jest 5 miejsce faworyzowanych Norweżek. A Polki ? Nie wystarczy mieć w składzie doskonałej Justyny Kowalczyk  w klasyku i bardzo dobrej Sylwii Jaśkowiec w stylu dowolnym. Niestety Kornelia Kubińska i Paulina Maciuszek były o klasę gorsze od swoich koleżanek i ostatecznie nasza sztafeta uplasowała się na 7 miejscu. Szkoda, bo można było powalczyć o medale.

Po południu emocje sięgnęły zenitu. Mój przyjaciel Kazimierz Kowalczyk, prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego  liczył przed wyjazdem do Soczi na niespodzianki ze strony swoich podopiecznych, liczył na medale, ale to co stało się w „Adler Arenie” z pewnością przekroczyło jego oczekiwania. To prawda, że największe szanse indywidualnie oczekiwał po biegu na 1500 metrów mężczyzn i mógł szczególnie liczyć na dobry występ Zbigniewa Bródki, bo to właśnie on w poprzednim sezonie triumfował w Pucharze Świata na tym właśnie dystansie. Zdobycie złotego medalu przez strażaka z Łowicza i scenariusz towarzyszący temu wydarzeniu to horror ze szczęśliwym zakończeniem. W 17 parze Zbigniew Bródka rywalizował z byłym rekordzistą świata Shani Davisem. Czarnoskóry Amerykanin do połowy dystansu biegł jak równy z równym z Polakiem, ale dopiero ostatnie 400 metrów okazało się decydujące. Polak wytrzymał i uzyskał czas o 22 setne sekundy lepszy od prowadzącego wówczas Kanadyjczyka Demmy Morrisona. W ostatnim 20 wyścig rywalizowali Holender Koen Verwieij i Amerykanin Joey Mantia. Czasy otwarcia obu tych łyżwiarzy były gorsze od Bródki, ale Holender na ostatnim okrążeniu zaczął zmniejszać dystans i na metę wpadł z czasem 1 min. 45 sek. Takim samym jak Polak ! O zwycięstwie miały zdecydować tysięczne części sekundy. Nerwowe chwile oczekiwania. A po chwili nieopisana radość Zbigniewa Bródki i rozczarowanie Holendra, który przegrał o 0,003 sekundy. Polacy, którzy byli w „Adler Arenie” oszaleli ze szczęścia. To pierwszy złoty medal w historii olimpijskiego łyżwiarstwa szybkiego zdobyty przez Polaka. 54 lat temu na Igrzyskach w Squaw Valley w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 1500 metrów sukces odniosły dwie Polki: Elwira Seroczyńska zdobyła srebrny a Helena Pilejczyk brązowy medal.

A wieczorem nerwowe chwile na dużej skoczni. Seria treningowa, ze względu na zawirowania wiatru, przerwana po trzydziestu skokach. Czy znowu wiatr będzie rozdawał medale ? Na szczęście na Krasnej Polanie zaczęło się uspakajać. Ale później, kiedy pierwsza dwudziestka oddała swoje skoki, miałem ogromne wątpliwości. Okazało się, że przeliczniki w skokach to jedno, a warunki atmosferyczne, a przede wszystkim wiatr, który zmieniał kierunki to zupełnie coś innego. No, ale Milan Tepes puszczał skoczków. Dla najlepszych warunki jednak okazały się sprawiedliwe. Ostatecznie pierwsza seria zakończyła się optymistycznie. Kamil Stoch uzyskał odległość 139 metrów, podobnie jak weteran Noriaki Kasai, ale jego noty były o 2,8 pkt. wyższe niż Japończyka. Trzeci był Niemiec Severin Freund, a czwarty Słoweniec Peter Prevec. Pozostali polscy skoczkowie wypadli na miarę swoich możliwości: Maciej Kot i Jan Ziobro uplasowali się w drugiej „20” i mieli zagwarantowaną serię finałową. Zawiódł po raz kolejny Piotr Żyła. Jego skok na 118 metrów był dla wszystkich znowu rozczarowaniem.

Druga seria była również loteryjna. Nie dla wszystkich warunki były sprzyjające, ale dla prowadzącej czwórki w miarę sprawiedliwe. Peter Prevc wyprzedził Niemca Freunda, ale zadziwił wszystkich Noriaki Kasai. Ten weteran skoczył 133,5 metra i wyszedł na prowadzenie. No i Kamil Stoch. Trudno wyobrazić sobie, co czuł wtedy nasz medalista olimpijski. Ruszył, dobre wybicie, piękny lot, ale lądowanie o metr bliższe niż Japończyka. I znowu, tak jak w przypadku Zbigniewa Bródki, oczekiwanie na ostateczną notę sędziowska. Po chwili szał wśród białoczerwonych – Kamil zdobył kolejny złoty medal !  Co prawda jego przewaga nad Kasai zmalała do 1,3 pkt., ale fakt jest faktem – był najlepszy.

Tego w polskiej historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich jeszcze nie było. Jednego dnia zdobyliśmy dwa złote medale. Czy za tydzień kolejna sobota będzie równie tak złota ?

Marek Hauszyld

15.02.2014 22:16 opublikowano w Wiadomości