Wynik lepszy niż gra

Wypełniony po brzegi w sobotę, 13 czerwca 2015 r. Stadion Narodowy w Warszawie znowu okazał się szczęśliwy dla reprezentacji Polski. Kolejny mecz w eliminacjach do Mistrzostw Europy miał być dla Biało – Czerwonych formalnością, bowiem jesienią w Tbilisi wygraliśmy z Gruzją  4 : 0 i mimo kłopotów kadrowych, szczególnie w linii obrony, zwycięstwo miało być formalnością. A tymczasem …

Pierwsza połowa. Podopieczni trenera Adama Nawałki ruszyli do ataku, wypracowywali dogodne sytuacje, Robert Lewandowski trzy razy był bliski zdobycia bramki, ale wynik się nie zmieniał. Szalał Kamil Grosicki, świetny był Grzegorz Krychowiak, dwoił i troił się Arkadiusz Milik. Po trzydziestu minutach  piłkę coraz częściej posiadali już Gruzini, gra się wyrównała i do przerwy wynik nie uległ zmianie.

Ponad 56 tysięcy widzów na Stadionie i miliony przed telewizorami sądziło, że w drugiej połowie meczu Polacy udokumentują swoją wyższość bramkami. Mijały kolejne minuty i ze zdumienia przecieraliśmy oczy. Gruzini zaczęli coraz częściej atakować, częściej utrzymywali się przy piłce i zaczęli zagrażać bramce strzeżonej przez Łukasza Fabiańskiego. Gracz Swansea City był jednak nie do pokonania i w pięknym stylu obronił strzały Gurama Kaszii i Walergo Kazaiszwili.  Tak było do 62 minuty, kiedy to jeden z nielicznych po przerwie ataków polskiej drużyny zakończył się przepięknym strzałem z ponad 20 metrów Milika i piłka trafiła do bramki. 1 : 0 dla Biało-Czerwonych. Sądziliśmy, że teraz nasi pokażą, co potrafią, lecz to Gruzini zaczęli ostro atakować. Mieliśmy dużo szczęścia, że wynik nie ulegał zmianie, choć w 82  minucie tylko poprzeczka uratowała nas przed stratą bramki, bowiem strzał Georga Nowalowskiego był nie do obrony. Mimo zmian w dokonanych przez trenera Nawałkę – Błaszczykowski za Peszko, Jodłowiec za Grosickiego – obraz gry nie zmieniał się i cały czas drżeliśmy, czy do końca wynik nie ulegnie zmianie. 

W 89 minucie meczu zaczęły się jednak dziać rzeczy, które gruziński bramkarz Giorgi Loria na długo zapamięta. Po udanym dośrodkowaniu Milika piłka trafia do Roberta Lewandowskiego i jest 2 : 0. Chwilę później, już w doliczonym czasie gry, przypomnieli sobie dawną skuteczność byli koledzy z Borussi Dortmund. Błaszczykowski wysoko podbija piłkę, a ta ląduje prosto na głowie Lewandowskiego i jest 3 : 0, a Kuba i Robert cieszą się wspólnie z udanej akcji. W ostatnich sekundach meczu przebój Milika, prostopadłe podanie do Lewandowskiego, który ustala wynik meczu na 4 : 0. 

Po tym meczu Polska utrzymała prowadzenie w swojej grupie eliminacyjnej i prowadzi z dorobkiem 14 punktów przed Niemcami, którzy rozgromili Gibraltar 7 : 0. Przed jesiennymi czterema spotkaniami, które zakończą eliminacje do EURO 2016, Polacy muszą sporo popracować, by na samym finiszu eliminacji nie stracić prawa do gry we Francji. Czekają nas przecież wyjazdowe spotkania ze Szkocją i Niemcami, w których trudno będzie o punkty. Bo w zwycięskim meczu z Gruzją wynik nie odzwierciedlił wydarzeń na boisku i był znacznie lepszy niż gra Biało-Czerwonych. /kibic/

14.06.2015 10:37 opublikowano w Sport