Jesteśmy w finale

Katowicki „spodek” pamiętał różne sukcesy polskich sportowców, ale szczególnie polubili go nasi siatkarze po meczach Ligi Światowej. Przed sobotnim meczem półfinałowym z Niemcami wiedzieliśmy, że na jego zwycięzcę czeka reprezentacja Brazylii, która po emocjonującym pojedynku wygrała z Francją 3 : 2. A wcześniej w meczu o 5 miejsce Rosja na pożegnanie Mistrzostw pokonała Iran 3 : 0.

Mecz, na który czekała cała Polska poprzedziła sensacyjna informacja, że Polsat na apel prezydenta RP Bronisława Komorowskiego zgodził się na odkodowanie swojego kanału jeżeli Biało-Czerwoni zakwalifikują się do finału. Było tylko jedno ale – trzeba pokonać Niemców. W pierwszym secie Polacy długo nie mogli odnaleźć właściwego rytmu gry. Pierwsza przerwa techniczna i Niemcy prowadzą 8 : 4, do czego walnie przyczynił się świetnie serwujący Max Guenther i śwetnie atakujący Georg Grozer. Graliśmy słabo, Polacy nie przypominali drużyny, która tak świetnie zagrała z Brazylią i Rosją. Może na to miało wpływ i to, że po raz pierwszy w tych Mistrzostwach graliśmy w katowickiej hali. Nie wychodziły serwisy i bloki, a ataki były anemiczne. Dobrze, że w drugiej części seta „obudził się” Michał Winiarski, a jego trzy zagrywki dały nam prowadzenie 20 : 18. Można było sądzić, że dalej pójdzie już lepiej, lecz kolejne błędy i Niemcy doprowadzają do remisu po 24. Ogromny doping publiczności, która okazała się naszym siódmym zawodnikiem i ostatecznie wygrywamy 26 : 24. Drugi set miał zgoła inny przebieg. Dzięki udanym zagrywkom Piotra Nowakowskiego, atakom Mariusza Wlazłego i świetnej grze przy siatce Karola Kłosa w połowie tego seta prowadzimy 15 : 9. I wtedy coś znowu zacina się w grze drużyny polskiej. Niemcy doprowadzają do remisu 21 : 21 i mają inicjatywę. Mało tego mają trzy setbole. Przy stanie 26 : 25 wielu sądziło, że już przegraliśmy, ale z atakiem pospieszył się bezbłędny dotychczas Guenther. I wówczas znowu w roli głównej Wlazły, którego atak jest nie do zatrzymania, a po chwili udanie blokuje Nowakowski i szczęśliwie wygrywamy 28 : 26.

Wydawało się, że mamy mecz już wygrany. W trzecim secie prowadzimy już 10 do 5 i wydaje się, że mamy naszych przeciwników „na widelcu”. Trudno powiedzieć, co się stało, ale w tym momencie Polacy znowu „stają”, a Niemcy doprowadzają do remisu i mamy po 11. Zaczyna im wszystko wychodzić, cały czas mają przewagę dwóch – trzech punktów i mimo kontuzji Georga Grozera wygrywają tego seta 25 : 23. W „spodku” robi się nerwowo. Trener Stephane Antiga dokonuje roszad, na parkiecie w czwartym secie zamiast Winiarskiego pojawia się Michał Kubiak. Początek niezbyt udany, ale później Polacy zaczynają dominować. W grze drużyny niemieckiej widać, ile dla niej znaczył Grozer, a nasi to wykorzystują. I chociaż z przewagi 6 punktów, jaką mieliśmy w połowie seta, tracimy w pewnym momencie za darmo połowę, to przy ogłuszającym dopingu publiczności wygrywamy czwartą partię do 21 a cały mecz 3 : 2. Ostatni punkt w tym meczu zdobywa nie kto inny tylko najlepszy na boisku Mariusz Wlazły. Mamy już co najmniej srebrny medal, ale apetyty na złoto. Czy ktoś przed rozpoczęciem tych polskich Mistrzostw spodziewał się finału Brazylia – Polska ? /mh/

21.09.2014 21:41 opublikowano w Sport